.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Instytutu Językoznawstwa i Pracowni Systemów Informacyjnych UAM

Sesja egzaminacyjna

Daniel Dzienisiewicz
02/02

W związku z rozpoczynającą się sesją wszyscy studenci tradycyjnie szaleją, obgryzają paznokcie ze strachu i zarywają noce nad książkami — napięcie naprawdę czuć w powietrzu! Nas szczęśliwie nic nie zmusza do zarywania nocy, lecz robimy to z własnej woli, nurkując po coraz ciekawsze perełki w oceanie tekstów. A że w dodatku lubimy podkręcać już dość gęstą atmosferę, dziś chcielibyśmy pokrótce przedstawić historię sesji egzaminacyjnej w polszczyźnie.

Otóż najwcześniej na tytułowy reprodukt natknęliśmy się już w drugiej połowie XIX w., kiedy to, jak informował „Kurjer Warszawski”, sesję odbywali drukarze w nadziei na zdobycie upragnionych patentów. Więcej sesji — tym bardziej uniwersyteckich — w XIX w. nie uświadczyliśmy.

oai:ebuw.uw.edu.pl:45745

W sprawie sesji uniwersyteckich „ruszyło się” jednak już na początku XX w., najsampierw w opisie sesji zagranicznych, tj. włoskich. W ciągu roku przypadały dwie — jak obecnie — i rozpoczynały się odpowiednio 15 czerwca i 15 października. Co ciekawe, próg zdawalności (60%) był identyczny jak teraz (przynajmniej na kierunkach filologicznych, które studiował piszący te słowa).

oai:sbc.org.pl:21054

Co jednak z Polską? Spokojnie, sesja dotarła także do nas. Już w 1927 r. wspominał o niej oficjalny dokument pt. „Rozporządzenie Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 27. grudnia 1926 r. w sprawie programu studjów i egzaminów w zakresie antropologji, etnografji z etnologją i prehistorji na stopień magistra filozofji”. Tylko dwa egzaminy w sesji? Luzik!

oai:sbc.org.pl:17089

Wbrew utyskiwaniom studentów, od tamtej pory sesji było już tylko więcej i więcej…

Ale głowa do góry, żaki — nie taki diabeł straszny! Ze swojej strony chcielibyśmy życzyć wszystkim studentom samych pozytywnych ocen. Jeśli jednak będą negatywne, to… możemy tylko pocieszyć ofiary sesyjnej rzezi popularnym reproduktem: nie ma spiny, są drugie terminy!

Tagi