.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Instytutu Językoznawstwa i Pracowni Systemów Informacyjnych UAM

Przed niebieskim wielorybem

Filip Graliński

Wchodząc do labiryntu folkloru współczesnego i dziennikarskich fantazji, nigdy nie wiadomo, dokąd się trafi…

Szukałem motywu „pomocnik złoczyńców” (nieznajomy oferuję „specjaliście” — murarzowi, sprzątaczce, akuszerce etc. — zlecenie za wysokim wynagrodzeniem, bohater z przewiązanymi oczami przewożony jest w nieznane miejsce, tam okazuje się, że musi w pewien sposób pomóc w morderstwie, przymuszony czyni to, zleceniodawcy znowu zasłaniają bohaterowi oczy i wywożą z powrotem, bohater zgłasza się na policję, ale nie jest w stanie odnaleźć miejsca zbrodni), a znalazłem… swego rodzaju protoplastę niebieskiego wieloryba (zob. post o nim na blogu „Mitologia Współczesna”, my poświęciliśmy wielorybowi „lingwistyczną” notkę, ostatnio pojawiło się też ostateczne selfie).

Zapraszam do lektury mrożącego krew w żyłach doniesienia sprzed 88 lat:

07/08

Okrągła rocznica latających spodków

Filip Graliński

Jak ogłosiliśmy kilka miesięcy temu, rok 2017 jest na re-research.pl Rokiem Latających Spodków. A dlaczego? Ano dlatego, że równe 70 lat temu, 24 czerwca 1947 roku, amerykański (a jakże!) biznesmen Kenneth Arnold ujrzał podczas lotu swoją awionetką nad Górami Kaskadowymi dziewięć tajemniczych aparatów latających (złośliwi twierdzą, że był to klucz pelikanów, wbrew pozorom nie jest to zupełnie niedorzeczne wyjaśnienie).

My zastanowimy się nad aspektem językowym zagadnienia. Amerykanie nadali zjawisku miano flying saucers, czyli dosłownie latające spodki. Fraza ta weszła do języka angielskiego w bardzo pokrętnych i budzących do dzisiaj kontrowersje okolicznościach (nie miejsce tutaj na omawianie tej sprawy), dopiero parę lat później upowszechnił się skrót UFO. Ludzie od dawna widywali na niebie dziwne obiekty, ale dopiero — w dużym stopniu — dzięki zgrabnej nazwie flying saucers sprawa się niebywale spopularyzowała, widać że ten reprodukt zajął jakieś puste miejsce w angielskiej przestrzeni semantycznej.

Latające spodki są oczywiście znane polszczyźnie, ale wymiennie mówimy też o latających talerzach, z kolei angielszczyzna nie zna w tym kontekście frazy flying plates, więc nasz język jest tutaj bogatszy. Co ciekawe, z rzadka w polskich tekstach napotykamy też latające talerzyki, ale nie dorównały one popularnością spodkom i talerzom:

latający talerzyk
oai:mbc.malopolska.pl:58836

A kiedy w polskich gazetach po raz pierwszy widziano latające spodki i talerze?

Najwcześniejsze wzmianka, do jakiej udało mi się dojść, dotyczy talerzy:

latający talerz
oai:mbc.malopolska.pl:11174

06/24

Szkielet w drzewie

Filip Graliński

Zawsze inspirujący — dla maniaków przetrząsania starych gazet — Dr. Beachcombing szuka doniesień o trupach w drzewach.

Proszę bardzo:

oai:jbc.bj.uj.edu.pl:143472

05/07

Wino z prądem

Daniel Dzienisiewicz

„Kto chce − niech wierzy” − takim mottem były opatrzone już trzy niewiarygodne wiadomości, o których pisaliśmy na naszym blogu. Dotyczyły one małego proroka z Astropola, sensacyjnego śledzia przyrodnika Henryka Dahla oraz czteroletniego snu pani Mercedes. Przyszła pora na kolejną.

04/26

Bajka o tajemniczej żyburze

Daniel Dzienisiewicz

Co jakiś czas autor niniejszego wpisu przeżywa szok, nie mogąc się nadziwić, iż ktoś nie wie, czym jest żybura. Sam bowiem uznaje żyburę za kultowy wyraz swojego dzieciństwa. Przebrała się miarka: trzeba wszystkich oświecić.

Dawno, dawno temu, gdzieś w Wielkopolsce…

04/06

komedya dla swoiey zabawy

Filip Graliński

oai:ebuw.uw.edu.pl:61141

04/01

Ryba Fryderyka II przez wieki

Filip Graliński

Kontynuując temat rybnych opowieści dziwnej treści, weźmy na ruszt szczupaka Fryderyka II — zainspirował nas Dr. Beachcombing. Jest to ulubiona ryba dziennikarzy.

oai:ebuw.uw.edu.pl:20615

02/19

Podlaskie szeptuchy

Daniel Dzienisiewicz

Kontynuując akcję pomocy internatuom, i tym razem postanowiliśmy oddać przysługę spragnionemu wiedzy społeczeństwu. Kilka lat temu miałem okazję wysłuchać referatu E. Webera, który później został przekuty w artykuł i opublikowany na łamach czasopisma Kultury Wschodniosłowiańskie — Oblicza i Dialog (tom IV, 2014) pt. Podlasie — gdzie religia spotyka magię. Tekst dotyczył szeptuch (szeptunek, babek), tj. podlaskich uzdrowicielek leczących modlitwą (określenie szeptucha pochodzi od szeptania modlitw). Oto dziś na portalu Poranny.pl czytam czerwcowy wywiad z Kamilą Pankowską-Wróbel, którego tematem są właśnie szeptuchy.

02/07

Kto chce — niech wierzy

Daniel Dzienisiewicz

oai:ebuw.uw.edu.pl:69978

01/27

Jak ryba w wodzie?

Daniel Dzienisiewicz

Dużo mówi się o sile przyzwyczajenia: czym skorupka za młodu nasiąknie… i tak dalej. Chyba coś w tym jest, bo jak można twierdzić coś innego, zapoznawszy się z rezultatami eksperymentu poważnego przyrodnika Henryka Dahla?

oai:jbc.bj.uj.edu.pl:201719

01/25

Prof. Niesmiejanow dementuje rewelacje o yeti

Daniel Dzienisiewicz

Nawiązując do wczorajszej opowieści dziwnej treści kol. Filipa (który niejednokrotnie udowodnił, że bezsprzecznie króluje w tym temacie), dziś zaledwie kilka słów w tej sprawie. Otóż hydrolog Aleksander Pronin twierdził wprawdzie, że yeti widział oraz wskazywał, że między doniesieniami mieszkańców a tajemniczym zniknięciem łodzi w Pamirze może istnieć jakieś powiązanie, jednak już 1,5 roku później prof. Niesmiejanow stanowczo zdementował domysły Pronina!

oai:bibliotekacyfrowa.eu:14119

01/23

Uczony radziecki i yeti

Filip Graliński

oai:www.pbc.rzeszow.pl:3053

01/22

Polowanie na kaczkę dziennikarską

Daniel Dzienisiewicz

Jako czytelnicy prasy (współczesnej i dawnej) do tzw. kaczek dziennikarskich już przywykliśmy. Musimy wręcz przyznać, że poświęciliśmy im sporo uwagi, ale więcej opowiemy o tym w stosownym czasie.

Mimo to nie zastanawialiśmy się jeszcze na łamach bloga nad pochodzeniem i chronologią wyrażenia kaczka dziennikarska. Z pomocą przyszedł nam jednak Pan Literka, który już napisał coś na ten temat, powołując się na książkę Kalejdoskop językowy autorstwa Witolda Pawła Cienkowskiego — mieliśmy więc jakiś punkt oparcia.

01/21

Leśny człowiek w Karpatach

Filip Graliński

http://www.wbc.poznan.pl/Content/234645

01/12

Wybuchający sedes

Filip Graliński

Kontynuujemy poszukiwania inspirowane książką Dionizjusza Czubali „Polskie legendy miejskie. Studium i materiały”. Tym razem legenda miejska nr 2 — „wybuchający sedes”. Tytuł wyjaśnia chyba wszystko, sam pisałem o tym wątku legendowym w innym miejscu.

Najstarsze polskie przytoczenie legendy, jakie udało nam się odnaleźć, pochodzi z 1976 roku z felietonu Brunona Miecugowa:

11/05

Zakonnica z źle ogoloną brodą

Filip Graliński

Miałem przyjemność otrzymać — od samego autora, niestrudzonego zbieracza i badacza legend miejskich, Dionizjusza Czubali — książkę „Polskie legendy miejskie. Studium i materiały” (Thesaurus Silesiae 2014).

Weźmy jakiś z 351 opisanych tam wątków legendowych. Dajmy na to nr 250, Owłosiona ręka. Jak podaje Czubala, wątek popularny w połowie lat 80.

Do samochodu prowadzonego przez kobietę dostaje się osobnik przebrany za kobietę. Prowadząca samochód domyśla się tego po jego owłosionych rękach (…). Udaje, że zgasł jej silnik, prosi „owłosioną rękę” o popchnięcie samochodu. Kiedy osobnik wysiada, ona zapala samochód i ucieka (…).

10/27

Cudowne niemowlę z Astropola?

Daniel Dzienisiewicz

Niejednokrotnie udowadnialiśmy, że dawna prasa kryje w sobie niezmierzone pokłady nieprawdopodobnych historii. Właśnie stosując zapytanie „nieprawdopodobna historia”, odnalazłem kolejną, która, jak mniemam, może zaciekawić naszych Czytelników.

21 kwietnia 1915 r. krakowski „Ikac” podał sensacyjną wiadomość dotyczącą cudownego trzytygodniowego żydowskiego „proroka”, która pierwotnie miała rzekomo zostać opublikowana w rosyjskim dzienniku żargonowym „Hajnt”. Aby nie być gołosłownym, przytoczę ją najpierw w całości:

10/11