.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Instytutu Językoznawstwa i Pracowni Systemów Informacyjnych UAM

Okrągła rocznica latających spodków

Filip Graliński

Jak ogłosiliśmy kilka miesięcy temu, rok 2017 jest na re-research.pl Rokiem Latających Spodków. A dlaczego? Ano dlatego, że równe 70 lat temu, 24 czerwca 1947 roku, amerykański (a jakże!) biznesmen Kenneth Arnold ujrzał podczas lotu swoją awionetką nad Górami Kaskadowymi dziewięć tajemniczych aparatów latających (złośliwi twierdzą, że był to klucz pelikanów, wbrew pozorom nie jest to zupełnie niedorzeczne wyjaśnienie).

My zastanowimy się nad aspektem językowym zagadnienia. Amerykanie nadali zjawisku miano flying saucers, czyli dosłownie latające spodki. Fraza ta weszła do języka angielskiego w bardzo pokrętnych i budzących do dzisiaj kontrowersje okolicznościach (nie miejsce tutaj na omawianie tej sprawy), dopiero parę lat później upowszechnił się skrót UFO. Ludzie od dawna widywali na niebie dziwne obiekty, ale dopiero — w dużym stopniu — dzięki zgrabnej nazwie flying saucers sprawa się niebywale spopularyzowała, widać że ten reprodukt zajął jakieś puste miejsce w angielskiej przestrzeni semantycznej.

Latające spodki są oczywiście znane polszczyźnie, ale wymiennie mówimy też o latających talerzach, z kolei angielszczyzna nie zna w tym kontekście frazy flying plates, więc nasz język jest tutaj bogatszy. Co ciekawe, z rzadka w polskich tekstach napotykamy też latające talerzyki, ale nie dorównały one popularnością spodkom i talerzom:

latający talerzyk
oai:mbc.malopolska.pl:58836

A kiedy w polskich gazetach po raz pierwszy widziano latające spodki i talerze?

Najwcześniejsze wzmianka, do jakiej udało mi się dojść, dotyczy talerzy:

latający talerz
oai:mbc.malopolska.pl:11174

06/24

Pierwszy coming out?

Daniel Dzienisiewicz

Język polski przeżywa bliskie spotkania z angielszczyzną dosłownie na każdym kroku. Ostatnio Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza borykało się ze związanymi nimi problemami.

05/29

Jak można rozwinąć skrót PZPR?

Daniel Dzienisiewicz

PZPR to oczywiście skrót od nazwy Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, tj. formacji politycznej, która powstała w 1948 r. w wyniku połączenia Polskiej Partii Robotniczej oraz Polskiej Partii Socjalistycznej i sprawowała rządy w Polsce aż do 1989 r.

Wrogi stosunek do PZPR miało wiele osób już w PRL-u, lecz otwarcie i wyjątkowo ochoczo manifestowano swą niechęć dopiero po 1989 r. Do grona osób nieentuzjastycznie nastawionych do PZPR należał Leszek Moczulski, który — jak niegdyś informowaliśmy — nie chciał być prezydentem wszystkich Polaków.

05/27

Co można lubić jak koń owies?

Daniel Dzienisiewicz

Kiedyś jak koniowi owies mógł smakować raj moskiewski:

oai:ebuw.uw.edu.pl:14425

05/23

Thrash czy trash metal, czyli „twoja stara trash”

Daniel Dzienisiewicz

Zgodnie z obietnicą dostarczamy zapowiedziany wczoraj post o thrash/trash metalu. Mamy nadzieję, że nasi Czytelnicy zdążyli już zapamiętać, że nie mówi się trash (chyba, że chce się urazić słuchaczy tego gatunku muzycznego − wtedy można), bo w odpowiedzi można usłyszeć tytułową młodzieżową replikę. My jednak nie chcemy nikogo obrażać, a jedynie przyjrzeć się tekstom.

05/18

Najpopularniejszy gatunek metalu?

Daniel Dzienisiewicz

Muzyka metalowa zawsze była solą w oku (kamieniem w bucie, drzazgą pod paznokciem itp.) tzw. porządnych ludzi, którzy notorycznie oskarżali ją o sprawstwo wszelkiego zła.

oai:sbc.org.pl:79171

Ponadto porządni ludzie zwykle kiepsko znali angielski, gdyż często pisali trash metal zamiast thrash metal (kto wie, może mieli po prostu kiepską pamięć do nazw gatunków muzycznych; nie można także wykluczyć, że mogli postępować z premedytacją w celu zdenerwowania ludzi nieporządnych). W tym miejscu należy oczywiście odpowiedzieć wszystkim porządnym ludziom z 1987 r. młodzieżowym środowiskowym reproduktem twoja stara trash!

Piszący te słowa oczywiście nigdy porządnym człowiekiem nie był i jako młodzian słuchał metalu z zapałem, co pozostało mu do dziś. Postanowił sprawdzić zatem, jaki gatunek muzyki metalowej (oczywiście spośród tych słuchalnych) dominuje w tekstach odkrywkowych.

05/17

Solidna firma − kto da wcześniej?

Daniel Dzienisiewicz

Pozostając w pewnym sensie w orbicie potocyzmów − tak popularnych u nas ostatnimi czasy − tym razem udajmy się w historyczną podróż szlakiem wielowyrazowych jednostek języka.

Przyjrzyjmy się zatem reproduktowi solidna firma. I nie, nie chodzi nam o przedsiębiorstwa, które prowadzą uczciwy biznes, są cenione za jakość swoich wyrobów, usług itp. Nie chodzi nam także o nazwę certyfikatu, które takie firmy mogą uzyskać.

(Nawiasem mówiąc, o solidnych firmach (zakładach) zaczęto pisać pod koniec XIX w., a najwięcej świadectw użycia tego wyrażenia pochodzi z okresu przedwojennego.)

Chodzi nam jednak o inną solidną firmę, a mianowicie o rzetelnego człowieka.

05/15

Korepetycje z ...

Daniel Dzienisiewicz

Jako że nie tylko język polski nie jest nam obcy, postanowiliśmy sprawdzić, jakie jest (i było) zapotrzebowanie na korepetycje z innych języków w Polsce. Wszyscy dookoła uczą się angielskiego, a Internet (i miasta) pęka w szwach od ogłoszeń korepetytorów i reklam szkół językowych. Nie ma się czemu dziwić: w końcu angielski to dzisiejsza lingua franca. Okazuje się, że prawdziwy „boom” korepetycyjny ma miejsce właśnie w czasach nam współczesnych, jednak już przed wojną biznes jakoś się kręcił.

oai:jbc.bj.uj.edu.pl:239963

04/04

Nie lubię poniedziałku

Daniel Dzienisiewicz

O niechęci do poniedziałków nie możemy zbyt wiele powiedzieć, bo specjalnie jej nie odczuwamy − tym bardziej, że słońce świeci dziś za oknem tak, że aż chce się żyć. Wiemy natomiast, że owa niechęć została rozbudzona w Polakach za pośrednictwem kultowego filmu Tadeusza Chmielewskiego z 1971 r.

04/03

Ślimak, ślimak, pokaż rogi

Daniel Dzienisiewicz

Popularna dwuwersowa rymowanka zaczynająca się od słów Ślimak, ślimak, pokaż rogi… została „sformalizowana” przez Juliana Ejsmonda, który ubrał ją w bogatszą treść i następnie opublikował:

Ślimak, ślimak pokaż rogi… (Bajeczka o dodatku mieszkaniowym)

Żalił się mały ślimak: „Gdy wypuszczam rogi, dzieci mi jeden grosik dają na pierogi. Rzekł Urzędnik: „nie bluźnij, ślimaku, gdyż tanie na własnym grzbiecie dźwigasz, szczęśliwcze, mieszkanie… Mnie gorzej pod tym względem los doświadcza srogi. Dodatek mi nie starczy nawet na pierogi…“ Ślimak na to mu odparł: „No, to pokaż rogi…“

Tak, ów ślimak był dość obrotny: nie dość, że nie płacił za dom, który nosił na plecach, to jeszcze ochoczo przyjmował „dodatek”.

03/30

O wzajemnej adoracji

Daniel Dzienisiewicz

Chyba nie ma nic gorszego niż obracanie się wyłącznie w niewielkim gronie podobnie myślących osób, wzajemne poklepywanie się po plecach i pozostawanie głuchym na inne poglądy, krytykę itp. Hamuje to bowiem wszelki rozwój i prowadzi do spoczywania na laurach.

Mówimy wtedy o towarzystwie wzajemnej adoracji. Ale czy tylko?

03/29

D(i/j/y)abeł tkwi w szczegółach

Daniel Dzienisiewicz

Jak nie socjalizm, to metafizyka — przyjrzyjmy się słowu diabeł. Warto odwołać się najpierw do jego etymologii, o której A. Brückner pisze następująco (hasło djabeł):

jak w czeskiem zamiast diaboł, z łac. (greckiego) diabolus, ‘obmówca’; skrócono widocznie djaboła w djabła, a do niego dorobiono nowy pierwszy przypadek, ale djaboł utrzymał się w ustach ludu. Najzwyklejszy to wykrzyk w najrozmaitszych kształtach; duchowieństwo sarkało daremnie na to »wzywanie« djabłów; dla niepoznaki odmieniano słowo: djacheł, djasek (tak samo u Czechów, dias, dies, diesiti, ‘straszyć’); z , dziabeł, dziablica. Pojęcie a więc i nazwy złego ducha, obce Słowianom, doszły ich z chrześcijaństwem dopiero, por. szatan, lucyper, jancychryst, korfanty (na Śląsku w 17. w.), wszystko kościelne; p. bies, czart; na Rusi dijawoł wedle wymowy greckiej, u nas wedle łacińskiej.

03/28

Znowu o socjalistach (pobożnych)

Daniel Dzienisiewicz

Jak w ubiegłym tygodniu, postaraliśmy się dziś o (quasi-)niedzielny temat. Prosimy nie bić, lecz znowu coś nas podkusiło i musieliśmy wspomnieć socjalizm… Ale spokojnie: oczywiście wyłącznie w kontekście badań nad językiem współczesnej (i nie tylko) publicystyki.

03/26

Może małe wagary?

Daniel Dzienisiewicz

Dziś pierwszy dzień wiosny (kalendarzowej). Jak słusznie informuje Wikipedia, zawsze nasila się wtedy chęć nicnierobienia (lub niechęć robienia czegokolwiek):

Wagary nasilają się zwłaszcza w okresie wiosennym, a potęguje je ładna, słoneczna pogoda. Jest to związane z typowym dla większości ludzi mieszkających w strefie klimatu umiarkowanego rozprężeniem wiosennym i ogromną chęcią przebywania na świeżym powietrzu w miejscu pełnym słońca, następującym po długim zimowym czasie jego braku.

My już jesteśmy starzy (ale tylko biorąc pod uwagę lata, bo duchem niekoniecznie), więc nie możemy sobie pozwolić na taką beztroskę. U młodszych (wiekiem) dzień ten powoduje ogromną chęć ucieczki z zajęć/lekcji. W związku z tym powyższe źródło informuje nas także, iż:

W skrajnych przypadkach taka absencja może dotyczyć całej klasy szkolnej (spowodowana jest wówczas zwykle obawą przed jakimś trudnym egzaminem lub pracą klasową) lub nawet kilku klas oraz całej szkoły np. w pierwszy dzień wiosny kalendarzowej (21 marca), czego przykładem w Polsce jest obchodzone przez uczniów w tym dniu nieformalne święto Dzień Wagarowicza.

Fakt, bezsprzecznie istnieje pewna zbieżność.

03/21

Słowo na niedzielę

Daniel Dzienisiewicz

Niedziela, więc niedzielnie. Tytułowy frazem można określić mianem „kościelnego”. „Wziął się” (przynajmniej w tekstach, być może w Kościele, np. podczas mszy, był w użyciu wcześniej) z tytułu programu telewizyjnego poświęconego tematyce religijnej:

oai:bibliotekacyfrowa.eu:16039

Jest więc stosunkowo nowy.

03/19

O strzelaniu i cykaniu

Daniel Dzienisiewicz

Jako uzupełnienie wczorajszych fotograficznych rozważań — kilka słów o strzelaniu fotek. Zresztą jakże mogłoby zabraknąć tego tematu w tym miejscu? W końcu strzelamy je codziennie w naszej praktyce fotodokumentacyjnej.

03/17

Starsi bracia w wierze

Daniel Dzienisiewicz

Popularne sformułowanie starsi bracia w wierze odnoszone jest współcześnie do żydów i przypisywane jest Janowi Pawłowi II, który miał użyć go po raz pierwszy w 1986 r. W środowiskach katolickich było ono jednak stosowane już wcześniej.

03/12

Żółta prasa

Daniel Dzienisiewicz

Kiedy mówimy o dziennikarstwie skierowanym wyłącznie na prezentowanie sensacyjnych wiadomości, to o jego „produktach” wyrażamy się jako o tabloidach, brukowcach, szmatławcach itp. Na modłę angielską (oraz np. rosyjską) funkcjonowało jednak jeszcze (a i obecnie ma się całkiem nienajgorzej) określenie żółta prasa.

03/01

Garnitur władzy

Daniel Dzienisiewicz

Na łamach naszego bloga była już mowa o garniturach, jednak nie wspominaliśmy jeszcze o zgoła odmiennym rodzaju odzienia – o garniturze władzy.

SJP Szym podaje m.in. następujące znaczenie słowa garnitur:

«grupa ludzi o podobnym poziomie kompetencji, ważności lub wpływów»

Okazuje się więc, że w gruncie rzeczy garnitur władzy oznacza po prostu… grupę ludzi sprawujących władzę. Aby jednak język był obrazowy, trzeba przecież go upiększać i „ubierać” w najróżniejsze stroje, a garnitur w swej elegancji nadaje się do tego jak ulał!

02/25

Telefon komórkowy

Daniel Dzienisiewicz

Kto dziś nie ma telefonu komórkowego? Takich osób można szukać już chyba tylko ze świecą. Szeroki wybór telefonów dostępnych na rynku sprawia, że z komórek korzystają już nawet tzw. „ludzie XIX w.” Cofnijmy się do lat 90., kiedy to telefony komórkowe stanowiły nad Wisłą prawdziwe novum i wzbudzały nie lada sensację.

02/18

Dzień Kota!

Daniel Dzienisiewicz

Wydaje się, że znakiem naszych czasów są rozmaite świeckie święta. Jedną z takich okazji jest obchodzony w Polsce od 2006 roku Światowy (Międzynarodowy) Dzień Kota, przypadający 17 lutego, czyli… dziś!

oai:bibliotekacyfrowa.eu:31032

W skali globalnej nie jest to jednak nowe zjawisko, we Włoszech bowiem te sympatyczne futrzaki doczekały się uroczystości na swoją cześć już w 1990 roku. A że tak się składa, iż część re-researcherów nie wyobraża sobie życia bez kotów, nie mogło zabraknąć wzmianki o nich również na blogu.

02/17

Zima stulecia zdarza się dość często

Daniel Dzienisiewicz

Ostatnio zrobiło nam się trochę bardziej wiosennie, ale nie dajmy się zwieść pozorom… wszak do końca zimy jeszcze daleko! Ta smutna konstatacja sprzyja rozważaniom na temat zimowych wrażeń i wybieganiu myślami w przeszłość, ku minionym zimom, które bywały wcale ostre. Wprawdzie sformułowanie zima stulecia jest dość nowe, bo sięgające drugiej połowy XX w., ale z wyjątkowo surowymi zimami ludzie mieli przecież do czynienia od dawien dawna.

02/16

Okno możliwości

Daniel Dzienisiewicz

O tym, że angielszczyzna wdziera się do polszczyzny drzwiami i oknami nie trzeba nikogo informować ani specjalnie przekonywać (w razie ewentualnych wątpliwości). Puryści co prawda narzekają, ale ich uwagi i tak pozostają głosem wołającego na puszczy, bo językowi pedanci swoje, a reszta swoje. Wraz z potokiem anglicyzmów wlało się do naszej mowy ojczystej wyrażenie okno możliwości (ang. window of opportunity).

02/09

Stupoście i piwo bezalkoholowe

Daniel Dzienisiewicz

Według moich obliczeń post, który Czytelnik widzi w tej chwili, jest setną publikacją niżej podpisanego na blogu re-research.pl. Nasza strona działa już od ponad pięciu miesięcy i póki co autorzy nie mają zamiaru zwalniać; wręcz przeciwnie — jesteśmy coraz bardziej zmotywowani do pracy!

Z okazji okrągłej liczby popełnionych przeze mnie wpisów chciałem ogłosić stupoście, sądząc, że wymyśliłem nowy, oryginalny wyraz. Niestety, okazało się, że nie byłem pierwszy — o stupościu pisano już bowiem tu i tu. Trzecie miejsce nie jest wprawdzie najgorsze, lecz nie ukrywam, że chciałoby się być w tym wypadku słowotwórczym liderem, oj chciałoby się. Trzeba jednak pogodzić się z losem, tym bardziej że powód do świętowania jest jak znalazł. Postanowiłem zatem uczcić ten piękny moment butelką piwa.

02/03

Sesja egzaminacyjna

Daniel Dzienisiewicz

W związku z rozpoczynającą się sesją wszyscy studenci tradycyjnie szaleją, obgryzają paznokcie ze strachu i zarywają noce nad książkami — napięcie naprawdę czuć w powietrzu! Nas szczęśliwie nic nie zmusza do zarywania nocy, lecz robimy to z własnej woli, nurkując po coraz ciekawsze perełki w oceanie tekstów. A że w dodatku lubimy podkręcać już dość gęstą atmosferę, dziś chcielibyśmy pokrótce przedstawić historię sesji egzaminacyjnej w polszczyźnie.

02/02

Polowanie na kaczkę dziennikarską

Daniel Dzienisiewicz

Jako czytelnicy prasy (współczesnej i dawnej) do tzw. kaczek dziennikarskich już przywykliśmy. Musimy wręcz przyznać, że poświęciliśmy im sporo uwagi, ale więcej opowiemy o tym w stosownym czasie.

Mimo to nie zastanawialiśmy się jeszcze na łamach bloga nad pochodzeniem i chronologią wyrażenia kaczka dziennikarska. Z pomocą przyszedł nam jednak Pan Literka, który już napisał coś na ten temat, powołując się na książkę Kalejdoskop językowy autorstwa Witolda Pawła Cienkowskiego — mieliśmy więc jakiś punkt oparcia.

01/21

Jak wyrażamy zrozumienie?

Daniel Dzienisiewicz

Rozumieć w mowie potocznej można na wiele sposobów: można np. czaić bazę, kumać czaczę, kminić, kapować, trybić czy nawet jarzyć. Dowód temu dał np. Stachursky w niezapomnianym Dosko:

I dosko się czuję. I wszystko kapuję. Na lekkiej fazie. Wciąż trybię i jarzę.

Większość z powyższych sformułowań przeniknęła do tekstów w latach 90. XX w. lub dopiero w XXI w.

01/15

Bułka z masłem i kaszka z mleczkiem

Daniel Dzienisiewicz

Mówiąc o czynności prostej, trywialnej, częstokroć wyrażamy łatwość jej wykonania przy pomocy sformułowań zawierających komponenty „żywieniowe”. Robią tak zresztą nie tylko Polacy, ale i użytkownicy innych języków: w języku angielskim powszechnie stosowane jest określenie piece of cake, a w rosyjskim — проще пареной репы. Warto odnotować na marginesie, że Anglosasi w ostatnim czasie stosują także reprodukt easy, peasy, lemon squeezy (zob. Internet). W języku polskim w tej kategorii wagowej konkurują ze sobą dwa frazeologizmy: bułka z masłem i kaszka z mleczkiem.

01/14

Kopanie się z koniem

Daniel Dzienisiewicz

Koń upartym zwierzęciem jest — nie ma więc sensu wchodzić z nim w żadne „polemiki”, bo i tak nic nam to nie da. W historii cywilizacji koń odegrał niebagatelną rolę i wykorzystywany był m.in. jako zwierzę pociągowe oraz środek transportu. Przyszło więc człowiekowi obcować z koniem stosunkowo często. Sprawiło to, że ślady tego przedstawiciela braci mniejszej (nie w sensie gabarytu) utrwaliły się w przysłowiach i powiedzeniach. Mówimy: baba z wozu, koniom lżej, do konia i białogłowy przystępuj śmiało, koń by się uśmiał, koń, jaki jest, każdy widzi. Powyższe przykłady nie wyczerpują końskich pamiątek w języku: miłośnicy tych zwierząt dostarczają nam wielu przykładów innych, równie ciekawych sformułowań, np. tu, tu i tu.

Dziś chcielibyśmy po końsku „wgryźć się” w inne powiedzenie.

01/11

Pracownik socjalny

Daniel Dzienisiewicz

Wczoraj o modzie, dziś o zawodach.

Mikołaj Brenk w abstrakcie do artykułu pt. 45 lat zawodu „pracownik socjalny” w Polsce twierdzi:

Minęło 45 lat od czasu, kiedy w Polsce pojawił się nowy zawód - pracownik socjalny. Oficjalnie nazwę tego zawodu wprowadzono Zarządzeniem Ministra Oświaty z dn. 4 listopada 1966 r.1. Określenie “pracownik socjalny” miało docelowo oznaczać wykwalifikowanych pracowników opieki społecznej. W Polsce zwrot ten był nowością, natomiast na Zachodzie znany był już wcześniej. Inaczej mówiąc, była to kalka językowa określeń funkcjonujących w krajach europejskich, np. angielskiego Social Worker, czy niemieckiego Social Arbeiter. Wprowadzenie zawodu pracownika socjalnego w 1966 r. nie było tylko formalną zmianą nazwy profesji wykonywanej dotychczas przez opiekunów społecznych. Związane było przede wszystkim z dynamicznymi przemianami systemu opieki i pomocy społecznej, jakie na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego stulecia dokonywały się w naszym kraju. Genezy stworzenia zawodu “pracownik socjalny” należałoby upatrywać m.in. w chęci przekazania przez państwo działań z zakresu opieki społecznej w ręce osób wykształconych w tym kierunku.

01/08

Od kiedy znamy second handy?

Daniel Dzienisiewicz

W jakiś magiczny sposób w me ręce trafiła (a raczej pojawiła się na ekranie mojego komputera) praca pt. Od obyczaju do mody. Przemiany życia codziennego (red. J. Zalewska i M. Cobel-Tokarska, Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej, Warszawa 2014). W rozdziale 18. zatytułowanym Second hand. Indywidualizm w społeczeństwie masowym Sylwia Mordak (s. 391) pisze:

Sklepy z używaną odzieżą mają wiele nazw. W Polsce bardzo dobrze przyjęła się nazwa second hand, którą będę posługiwała się w pracy. Ten termin obowiązuje także w Anglii, a do Polski najwięcej ubrań sprowadzanych jest właśnie z Wysp Brytyjskich. Myślę, że właśnie dlatego jest tak popularny w naszym kraju. Dodatkowo nie ma ona negatywnego wydźwięku, tak jak polskie określenie szmateks, ciupek, lumpeks czy ciucholand. Nie udało mi się znaleźć informacji o tym, kiedy po raz pierwszy użyto słowa second hand.

01/07

Smutni panowie i faceci w czerni

Daniel Dzienisiewicz

O „wywiadowcy”, który nawiedził nieszczęśnika od „warjata” i „Madery”, moglibyśmy dziś powiedzieć, że był facetem w czerni, smutnym panem lub może nawet smutnym panem w garniturze (bo z opisu wynika, że marynarkę miał).

Wyrażenie smutni panowie ma już, zdaje się, status frazemu, na co wskazywałaby jego obecność wśród haseł słownika miejski.pl. Wygląda na to, że nie jest ono jednak wystarczająco rozpowszechnione w świadomości ogółu, gdyż niektórzy nie znają jego znaczenia – czemu zresztą dają wyraz w pytaniach.

01/05

Zamykać na cztery i trzy spusty

Daniel Dzienisiewicz

Podczas pierwszego poświątecznego spotkania między mną i kolegą Łukaszem wywiązała się interesująca dyskusja: otóż zastanowiło nas, czy mówimy zamykać na cztery spusty, a może na trzy spusty? Łukasz odruchowo powiedział, że na trzy, ja – że na cztery. Częściej spotykałem formę na cztery, więc wydawała mi się bardziej naturalna. Postanowiliśmy zatem odwołać się do liczb.

01/02

Bantustan i bananowa republika

Daniel Dzienisiewicz

Święta, święta i po świętach – nastał zatem czas nowych rozważań. Da się czasem słyszeć, że niektóre kraje określane są mianem bantustanów lub bananowych republik. Złośliwcy używają nawet tych określeń w odniesieniu do pewnych krajów europejskich, uznawanych za niesamodzielne, podległe, o słabych marionetkowych rządach. Określenia te mają wyraźnie pejoratywny charakter.

Nie zawsze jednak tak było.

12/28

Ciamajdan przedświąteczny

Daniel Dzienisiewicz

Publikując od prawie czterech miesięcy, zdążyliśmy już przyzwyczaić Czytelników do (mniej lub bardziej) naukowej/popularnej/poważnej/satyrycznej/rozwlekłej/zwięzłej retronautyki. Bardzo często zajmowaliśmy się retronautyką głęboką, nazywaną przez prof. J. Wawrzyńczyka „życiem wyrazów” (i fraz). Osobiście czerpię dużą przyjemność z badania dziejów wyrazistych jednostek języka, zarówno w perspektywie „cyferkowej”, tj. chronologizacyjnej czy frekwencyjnej, jak i jakościowej, czyli przede wszystkim semantycznej; fascynująca jest także etymologia wyrazów. Największą bodaj gratką jest dla mnie jednak zagadnienie frazematyki tekstów publicystycznych oraz kreatywności językowej dziennikarzy i internautów. Śledzimy zatem bacznie także przemiany języka, które następują tu i teraz. W związku z tym dziś mowa będzie o świeżym (w kontekście bieżących wydarzeń) – bo zaledwie kilkudniowym – reprodukcie ciamajdan.

12/23

Katon Młodszy łagodzi obyczaje?

Daniel Dzienisiewicz

Kiedyś pisałem o języku pewnej znanej osobistości. Teraz natomiast trafia nam się taki rarytas! Jeszcze ciepły! Co wspólnego mają te dwie postacie? Proszę rozstrzygnąć w sercu.

Dni przedświąteczne, a tu larum grają! Katon Młodszy naszych czasów, stosując taktykę Katona Młodszego czasów dawnych, zwaną za Wielką Wodą „filibuster”, chce łagodzić obyczaje. Pianie o obyczajach przez przedstawicieli sceny politycznej już samo w sobie jest kuriozalne, ale skoro rozmaite katony krzyczą, to trzeba to wykorzystać w celach naukowych.

12/18

Scena polityczna

Daniel Dzienisiewicz

Książka Dariusza Fikusa pt. „Mowa gazetowa” (Rzeczpospolita, 1994) jest zbiorem felietonów publikowanych w „Rzeczpospolitej” w latach 1992-1994. W tamtym okresie byłem oczywiście dzieckiem, więc nie mogłem czytać jej tuż po wydaniu. Nabyłem ją jednak w tym tygodniu i pochłaniam z wielkim zainteresowaniem, ponieważ jest poświęcona językowi polskiej prasy po roku 1989. Jako wielki miłośnik tej problematyki nie mogę sobie bowiem odmówić tej przyjemności.

Jeden z pierwszych tekstów w książce opisuje pochodzący z języka angielskiego frazem scena polityczna (s. 11-12).

12/17

Ściąganie na egzaminie

Daniel Dzienisiewicz

Do egzaminów jeszcze daleko, ale my już przestrzegamy przed ściąganiem, bo jesteśmy buldogami akademickiej poprawności. My oczywiście nigdy nie ściągaliśmy, ale słyszeliśmy, że istnieją niegodziwcy, którzy uskuteczniają takie praktyki i jesteśmy tym faktem niezmiernie zaniepokojeni oraz zasmuceni. Tym bardziej że studenci V roku ocenili niegdyś, że ściąganie na egzaminie jest dopuszczalne bądź zależne od okoliczności:

oai:http://dlibra.utp.edu.pl:413

Nikt natomiast nie przyznał, że jest to niedopuszczalne. Ale od kiedy w ogóle mówimy o „ściąganiu” na egzaminach?

11/24

Kręcić lody

Daniel Dzienisiewicz

Tym razem zajmiemy się reproduktem kręcić lody. Oczywiście nie mamy na myśli popularnej mrożonej masy z mleka, cukru, jaj i owoców, którą zajadamy się latem. Swoją drogą, lody podobno najlepiej spożywać zimą, aby nie wywołać szoku temperaturowego w naszym organizmie — piszą o tym np. tutaj. Piszący te słowa sam widział Rosjan pałaszujących lody przy temperaturze -20°C, więc może mieć to jakiś sens. Odważni mogą zacząć wyżerkę już teraz, bo pogoda z dnia na dzień robi się coraz bardziej zimowa. Wróćmy jednak do kwestii lingwistyczno-chronologizacyjnych.

11/15

„Lachiw rizaty”, czyli z historii pewnego reproduktu

Daniel Dzienisiewicz

Obyś żył w ciekawych czasach! (chciałoby się dodać: i miejscu) – nikt trzeźwo myślący nie chce usłyszeć pod swoim adresem tego starożytnego przekleństwa. Niestety ktoś kiedyś musiał te słowa wypowiedzieć, gdyż przyszło nam żyć w czasach aż nader ciekawych. Swoją drogą: zawsze żyliśmy w takich czasach, bo położenie geopolityczne Polski nie należy do najszczęśliwszych, więc właściwie co to za nowość? Siądźmy zatem wygodnie i przeanalizujmy na chłodno naszą sytuację wschodnią.

Zgodnie z koncepcją duetu Giedroyc-Mieroszewski, niepodległość Polski ma wzmacniać istnienie na wschodzie tzw. ULB, tj. niepodległej Ukrainy, Litwy i Białorusi. Dlaczego jest to takie ważne? Otóż blok suwerennych państw na wschodzie oddziela Polskę od Rosji, dzięki czemu nie jesteśmy zmuszeni do bezpośredniego borykania się z różnymi przejawami imperialnej polityki „niedźwiedzia”.

11/03

Gorące kawałki

Daniel Dzienisiewicz

Dosłownie gorące kawałki to nic nadzwyczajnego, gorące bywają np. kawałki jedzenia lub żelaza:

oai:http://jbc.bj.uj.edu.pl:37148
oai:http://jbc.bj.uj.edu.pl:190133

Gorące mogą być także kawałki muzyczne:

oai:http://mbc.malopolska.pl:13477

Jednak my jesteśmy ambitni i wkraczamy na wyższy poziom świadomości fazematycznej.

10/25

sklepy internetowe i…

Filip Graliński

Coraz więcej kupujemy w sklepach internetowych i coraz mniej w… No właśnie, jak nazwać sklep „nieinternetowy”? Po angielsku mamy ładnie „brick and mortar shop/store” (czyli taki „murowany” sklep), po niemiecku — bez polotu „konventionelles Geschäft”. A po polsku?

10/22

Tytus Albucjusz udawał Greka

Daniel Dzienisiewicz

Profesor Jerzy Bralczyk w odpowiedzi na pytanie o pochodzenie frazeologizmu udawać Greka pisze:

Nierozumienie treści bywa w powiedzeniach wiązane z nieznajomością języka. Mówimy zatem siedzę jak na tureckim kazaniu, to dla mnie chińszczyzna itp., gdy chcemy powiedzieć, że nie wiemy, o co chodzi. Grek według tego powiedzenia nie rozumie po polsku. Kiedy o kimś mówimy, że udaje Greka, mamy na myśli, że udaje kogoś, kto nie rozumie, o co chodzi – a w istocie dobrze wie. Dlaczego mowa tu akurat o Greku, nie jest dla mnie jasne.

Do tej pory proweniencja tego zwrotu również była dla mnie niejasna (i ciągle jest). Analiza źródeł pozwala mi jednak snuć pewne domysły, pokuszę się więc dziś o postawienie hipotezy etymologicznej.

10/21

Rzucamy beretem czy kamieniem?

Daniel Dzienisiewicz

Szanowny Czytelnik zapewne już wywnioskował z tytułu dzisiejszego wpisu, że zaraz przyjrzę się reproduktom rzut beretem i rzut kamieniem

Jeśli zostałbym obudzony w środku nocy i ktoś zmusiłby mnie do dokonania szybkiego wyboru między tymi dwoma sformułowaniami, prawdopodobnie skłaniałbym się ku wariantowi rzut kamieniem. Dlaczego? Po prostu tak zawsze mówiło się w moim otoczeniu. Okazuje się, że mój wybór, podyktowany osobistym przyzwyczajeniem i upodobaniem, odsyła ku wyrażeniu historycznie starszemu, bardziej ugruntowanemu w polszczyźnie.

10/20

Pomarańczowa rewolucja (dosłownie!)

Daniel Dzienisiewicz

Rewolucji ci u nas bez liku. Jednym z charakterystycznych zrywów w obecnym nieszczęśliwym stuleciu na tym padole łez była tzw. „pomarańczowa rewolucja” na Ukrainie (ukr. Помаранчева революцiя), kiedy to na przełomie 2004 i 2005 roku o władzę z Wiktorem Janukowyczem zmagał się Wiktor Juszczenko. Jednak, jak to często bywa, nie możemy uznać tego określenia za oryginalne. Mistrzyni życia, Historio, zachciewa ci się psich figlów − pisał Władysław Broniewski, siedząc w mamrze sowieckim. I w tym wypadku Historia ujawniła swą figlarną naturę, bo już 6 grudnia 1935 „Gazeta Wągrowiecka” donosiła o innej − dosłownie − pomarańczowej rewolucji

10/19

Wrzucamy coś na ruszt (i bezczelnie się tym chwalimy)

Daniel Dzienisiewicz

Kiedyś pisałem o hot-dogu, chwaląc się przy okazji tym, że jesteśmy (a przynajmniej dotyczy to pewnej części naszego zespołu: nie liczę tu bowiem kolegi Borchmanna, który nie je mięsa i w ogóle jest ponoć anarchokapitalistą czy innym ananasem) wprost urzeczeni tematyką — i to nie tylko od strony teoretycznej, bo również w praktyce człowiekowi coś się od życia należy — TADAM: mięsnego fast foodu.

Dziś niekoniecznie bezpośrednio o fast foodzie, za to również o dobrym jedzeniu. Ciężko pracujemy, ale żołądek domaga się paliwa, więc wrzucamy coś na ruszt. Jeszcze nie wiemy co, lecz wkrótce krwiożerczy (lub zgniły) kapitalizm (od którego, jak powszechnie wiadomo w szeregach młodych wykształconych i z wielkich ośrodków, pochodzi tzw. grubactwo — zob. Internet) i oferowany przez niego szeroki wybór dóbr („węgiel, ropa i gaz niosą energię dla mas!”) niezawodnie nam podpowiedzą.

10/18

Biały murzyn

Daniel Dzienisiewicz

Na liście haseł „Słownika frazeologicznego” na stronie Encyklopedii Internetowej edupedia.pl widnieje wyrażenie biały murzyn. Hasło to opatrzone jest następującą definicją:

człowiek (białej rasy) źle traktowany, wykorzystywany : Marek, pracujący w hoteliku na wyspie Wight, nie mógł pogodzić się z tym, że jest tam traktowany jak biały murzyn.

Wydawać by się mogło, że jest to sformułowanie stosunkowo nowe, współczesne. Teksty dostarczają jednak zupełnie innych danych: w różnych kontekstach znaczeniowych występowało ono już od początku XIX w.

Początkowo mianem białych Murzynów określano wzbudzających niemałą sensację albinosów:

oai:http://ebuw.uw.edu.pl:21544

09/29

Pierwsze koty za płoty i pogoda psem

Daniel Dzienisiewicz

Już na wstępie informujemy, że spośród zwierząt domowych największą sympatią darzymy koty. Nie chcemy jednak, aby miłośnicy psów czuli niedosyt, więc dziś – nikogo nie faworyzując – zajmiemy się (lingwochronologizacyjnie) kotami i psami, kryjącymi się w powiedzeniach pierwsze koty za płoty oraz pogoda pod psem.

Najpierw oddajmy głos tym, którzy psy i koty badali przed nami. O etymologii obu związków wyrazowych prof. Jerzy Bralczyk pisał w następujący sposób:

Na temat przysłów językoznawca mniej ma do powiedzenia niż np. historyk literatury, folklorysta czy kulturoznawca. Ale spróbujmy. Podobno pierwsze koty z miotu uważano za gorsze, słabsze – i wyrzucano. Można uznać, że płot jest w tym powiedzeniu raczej symboliczny, mówimy czasem: wyrzucić coś za płot. Dziś, gdy mówimy: Pierwsze koty za płoty, myślimy, że początek został zrobiony, że dalej będzie łatwiej, lepiej. Na bardzo złą pogodę i psa wygnać szkoda, ale oczywiście bardziej szkoda w taką pogodę człowieka. Pod psem bywa zresztą nie tylko pogoda, ale i wiele innych rzeczy, łącznie z cechami. Pod psem może być czyjś charakter, jakaś organizacja, jedzenie i w ogóle życie. Można też czuć się pod psem. Czasem pojawia się określenie pod zdechłym psem. Biedny pies, choć przyjaciel człowieka, służył często do oznaczania czegoś negatywnego. Struktura składniowa z przyimkiem pod odwołuje się do znaków i nazw (Tawerna pod Różą, Zajazd pod Orłem itp.).

09/25

Złota polska jesień zaskakuje drogowców?

Daniel Dzienisiewicz

Nadchodzi jesień, w każdym razie ta astronomiczna. Znaczy to mniej więcej tyle, że tuż za rogiem czai się zima. Nie wszystkim to jednak w smak. Do tej grupy należą z pewnością drogowcy, którzy nie chcieliby po raz kolejny być przez nią zaskoczeni. Swoją drogą, kiedy sroga zima zaskoczyła ich po raz pierwszy? Według naszych danych — w 1967 roku:

oai:www.pbc.rzeszow.pl:2949

09/22

O wałęsizmach, skrzydlatych słowach i gwarach

Daniel Dzienisiewicz

Na początek dowód video.

Słowa ani me, ani be, ani kukuryku wypowiedziane przez Lecha Wałęsę pod adresem Aleksandra Kwaśniewskiego pod koniec debaty kandydatów na prezydenta w 1995 roku (ok. 6:30 w wyżej przywołanym filmie) wywołały oddźwięk społeczny, czego przykładem był popularny wówczas utwór muzyczny Bohdana Smolenia pod tym samym tytułem. Doprowadziło to do reprodukowania tego sformułowania w najróżniejszych kontekstach, np.:

oai:www.sbc.org.pl:70871

09/16

Na pół gwizdka — kto da wcześniej?

Filip Graliński

Uwaga! Pierwszy konkurs chronologizacyjny! Za każdy rok poniżej znanego najwcześniejszego datowania — 5 zł.

Zaczynamy od frazeologizmu „na pół gwizdka” i roku 1980:

na pół gwizdka
oai:dlibra.biblioteka.tarnow.pl:528

Kto da wcześniej!?

09/13

Nowa świecka tradycja

Daniel Dzienisiewicz

Dziś niedziela, czyli według tradycji dzień święty. My jednak pisać będziemy nie o tradycjach kościelnych, lecz świeckich.

„Miś” inspiruje prace odkrywkowe. W filmie Stanisława Barei z 1980 roku przytoczona została notatka prasowa, według której w Gdańsku „po ceremonii w Pałacu Ślubów Państwo Młodzi udali się do Rady Zakładowej, gdzie dostali wiązanki ślubnych kwiatów, wszyscy wzruszeni faktem, że są świadkami narodzin nowej świeckiej tradycji”. Czy kultowe filmowe sformułowanie rzeczywiście miało swe źródło w rzeczywistości PRL-u?

oai:bibliotekacyfrowa.eu:6132

09/11

U źródeł kreatywnej ksiegowości

Daniel Dzienisiewicz

Kreatywna księgowość (ang. creative accounting) to według Piotra Guta:

prowadzenie rejestracji, ewidencji, przetwarzanie i prezentacja zdarzeń gospodarczych przy zastosowaniu obowiązujących przepisów i właściwie interpretowanych zasad rachunkowości w sposób, który nie jest bezpośrednio w tych przepisach wskazany, a który jest wynikiem pomysłowego, twórczego i niestandardowego zastosowania tych przepisów i zasad.

(Źródło: P. Gut, Kreatywna księgowość a fałszowanie sprawozdań finansowych. Warszawa: Wydawnictwo C.H. Beck, 2006, s. 10-11.)

Kreatywna księgowość ma na celu ukrycie realnej sytuacji przedsiębiorstwa, uniknięcie podatków lub zatajenie nielegalnych dochodów.

Od kiedy praktyka kryjąca się pod tą nazwą jest znana użytkownikom polszczyzny?

09/10

Pierwszy prezydent wszystkich Polaków?

Daniel Dzienisiewicz

Podczas kampanii prezydenckich często słyszymy, że zwycięzca wyścigu po ten urząd powinien być prezydentem wszystkich Polaków, wznoszącym się ponad podziałami partyjnymi i ideologicznymi. Zainteresowało nas więc, kto mógł być pierwszym prezydentem wszystkich Polaków. Może określano kogoś w taki sposób już w burzliwych czasach dwudziestolecia międzywojennego?

Otóż nie! Moda na jednoczenie narodu rozpoczęła się w roku 1989, a palma pierwszeństwa należy się Wojciechowi Jaruzelskiemu, który został zarekomendowany jako prezydent wszystkich Polaków z ramienia PZPR:

oai:bibliotekacyfrowa.eu:4048

09/07

Wykręcanie numerów

Daniel Dzienisiewicz

Według pewnych źródeł pierwsze telefony miały pojawić się w Warszawie już w 1877 roku. Kiedy zatem po raz pierwszy „wykręcono numer”?

Otóż wykręcanie pierwszych numerów zostało udokumentowane w tekstach dopiero w drugiej połowie lat trzydziestych:

oai:www.wbc.poznan.pl:262812

A gdzie i kiedy zaczęto wykręcać numery metaforyczne?

09/05

Radiowe dociekania frazematyczne: „zgniły Zachód” i „żelazna kurtyna”

Daniel Dzienisiewicz

Zgodnie z informacją przekazaną przez babcię piszącego te słowa, dnia 6 marca 2016 roku około godziny 8:00 w jednej z krajowych stacji radiowych zastanawiano się, kiedy w języku polskim pojawiły się wyrażenia zgniły Zachód oraz żelazna kurtyna. Jako badacze ambitni i dociekliwi (a także niezwykle uczynni) chętnie pomożemy rozwikłać tę zagadkę kolegom radiowcom.

09/02