.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Zakładu Infolingwistyki i Zakładu Przetwarzania Języka Naturalnego UAM

Słowo na dziś 3

Filip Graliński

pierwszokomunikant
oai:www.sbc.org.pl:19089

05/21

Bez komentarza 23

Filip Graliński

05/20

Bliskie spotkania z angielszczyzną

Daniel Dzienisiewicz

Angielski wyraz meeting jest doskonale znany XXI-wiecznym Polakom. Jak jednak było dawniej? Dziś postaramy się odpowiedzieć na to pytanie.

05/19

Thrash czy trash metal, czyli „twoja stara trash”

Daniel Dzienisiewicz

Zgodnie z obietnicą dostarczamy zapowiedziany wczoraj post o thrash/trash metalu. Mamy nadzieję, że nasi Czytelnicy zdążyli już zapamiętać, że nie mówi się trash (chyba, że chce się urazić słuchaczy tego gatunku muzycznego − wtedy można), bo w odpowiedzi można usłyszeć tytułową młodzieżową replikę. My jednak nie chcemy nikogo obrażać, a jedynie przyjrzeć się tekstom.

05/18

Najpopularniejszy gatunek metalu?

Daniel Dzienisiewicz

Muzyka metalowa zawsze była solą w oku (kamieniem w bucie, drzazgą pod paznokciem itp.) tzw. porządnych ludzi, którzy notorycznie oskarżali ją o sprawstwo wszelkiego zła.

oai:sbc.org.pl:79171

Ponadto porządni ludzie zwykle kiepsko znali angielski, gdyż często pisali trash metal zamiast thrash metal (kto wie, może mieli po prostu kiepską pamięć do nazw gatunków muzycznych; nie można także wykluczyć, że mogli postępować z premedytacją w celu zdenerwowania ludzi nieporządnych). W tym miejscu należy oczywiście odpowiedzieć wszystkim porządnym ludziom z 1987 r. młodzieżowym środowiskowym reproduktem twoja stara trash!

Piszący te słowa oczywiście nigdy porządnym człowiekiem nie był i jako młodzian słuchał metalu z zapałem, co pozostało mu do dziś. Postanowił sprawdzić zatem, jaki gatunek muzyki metalowej (oczywiście spośród tych słuchalnych) dominuje w tekstach odkrywkowych.

05/17

Bez komentarza 22

Filip Graliński

05/16

Solidna firma − kto da wcześniej?

Daniel Dzienisiewicz

Pozostając w pewnym sensie w orbicie potocyzmów − tak popularnych u nas ostatnimi czasy − tym razem udajmy się w historyczną podróż szlakiem wielowyrazowych jednostek języka.

Przyjrzyjmy się zatem reproduktowi solidna firma. I nie, nie chodzi nam o przedsiębiorstwa, które prowadzą uczciwy biznes, są cenione za jakość swoich wyrobów, usług itp. Nie chodzi nam także o nazwę certyfikatu, które takie firmy mogą uzyskać.

(Nawiasem mówiąc, o solidnych firmach (zakładach) zaczęto pisać pod koniec XIX w., a najwięcej świadectw użycia tego wyrażenia pochodzi z okresu przedwojennego.)

Chodzi nam jednak o inną solidną firmę, a mianowicie o rzetelnego człowieka.

05/15

Jeszcze o konferencjach: „VII Konferencja Historycznojęzykowa z okazji 80. rocznicy urodzin prof. Wacława Twardzika”

Daniel Dzienisiewicz

Opisywana wczoraj konferencja poświęcona komunikacji potocznej nie była jedynym ważkim wydarzeniem dobiegającego właśnie końca tygodnia. Otóż w czwartek (11.05) piszący te słowa wraz z kol. Łukaszem Borchmannem uczestniczył w VII Konferencji Historycznojęzykowej z okazji 80. rocznicy urodzin prof. Wacława Twardzika.

Poważni prelegenci

Poważni prelegenci

05/14

Wystąpienie na konferencji „Kultura komunikacji potocznej w językach słowiańskich”

Filip Graliński

Z pewnym opóźnieniem odnotowujemy nasz udział w konferencji „Kultura komunikacji potocznej w językach słowiańskich” (V ogólnopolska konferencja naukowa z cyklu „Kultura Komunikacji Językowej”). … chociaż poniekąd pisaliśmy o referowanych tam badaniach w postach o andersiaku, guzdralskiej i dykciarzu. Nasze wystąpienie zatytułowane było „Odkrywka jako innowacyjne narzędzie informatyczne do badania polskiej leksyki potocznej. Przykłady zastosowania”.

Odkrywka jako innowacyjne…

Odkrywka jako innowacyjne…

05/13

PRL w obrazach: Polo Coc(k)ta

Daniel Dzienisiewicz

Dziś nie każdy już wie (a pamięta też coraz mniej osób), że od lat siedemdziesiątych (?) w PRL-u produkowano miejscową wersję Coca Coli o nazwie Polo Cockta (pisano także Polo Cocta, szczególnie gdy produkt dopiero co wchodził na rynek − świadectwa zob. dalej). Jej kontynuacją w III RP była Polo Cola produkowana przez Zbyszko Company (czasami przybierała ona wtedy także swą pierwotną nazwę Polo Cockta naprzemiennie z Polo Cola).

Takie informacje znajdujemy na Wikipedii. Lata siedemdziesiąte jako początek produkcji napoju są jednak wątpliwe: można bowiem delikatnie wyjść poza tę cezurę.

05/12

Jeszcze o dykciarzu

Filip Graliński

Jeśli chodzi o dykciarza, to udało nam się prześcignąć samych siebie (i Słownik polskich leksemów potocznych):

oai:cyfrowa.chbp.chelm.pl:3774

Kto da wcześniej?

05/11

Dykciarz, czyli SPLP vs. Odkrywka

Daniel Dzienisiewicz

Przygotowując się do wygłoszenia referatu na konferencji Kultura komunikacji potocznej w językach słowiańskich, zbadaliśmy na losowej próbie pięćdziesięciu jednowyrazowych haseł zaczerpniętych ze Słownika leksemów potocznych pod red. W. Lubasia (SPLP), dla ilu wyrazów jesteśmy w stanie odnaleźć wcześniejsze poświadczenia tekstowe w zasobach systemu Odkrywka. Okazało się, że tylko trzy hasła zostały lepiej schronologizowane w SPLP, podczas gdy dla 42 wyrazów (84%) można odnaleźć wcześniejsze świadectwa użycia (cztery wyrazy zaś nie zostały opatrzone datami).

Zremisowaliśmy tylko z dykciarzem.

05/10

Kto był pierwszą guzdralską?

Daniel Dzienisiewicz

Kontynuujemy nasze rozważania nad polską leksyką potoczną — wszystko to à propos naszego wystąpienia na konferencji Kultura komunikacji potocznej w językach słowiańskich. Tym razem na warsztat bierzemy wyrazy guzdralska oraz guzdralski, odnotowane przez Słownik polskich leksemów potocznych pod red. Władysława Lubasia (SPLP).

oai:rcin.org.pl:39408
oai:rcin.org.pl:39408

05/09

O postępującym kalendarzowym czarnowidztwie

Daniel Dzienisiewicz

Aztecki kalendarz słoneczny miał składać się z 365 dni. Okres ten podzielono na 18 dwudziestodniowych miesięcy oraz 5 dni (tzw. nemontemi), które według ówczesnych wierzeń miały przynosić nieszczęście. Aby nie zadzierać z losem, podobno stroniono wtedy od wszelkich zajęć, nawet od gotowania. O tym, że kalendarze często „regulowały” nieszczęścia, możemy przekonać się choćby na podstawie wiary w pechowość piątku trzynastego (fakt, kalendarz nie mówi o tym wprost, ale w „narodzie” utarło się takie przekonanie). No dobrze, znaleźliśmy kilka niefortunnych dni − to jednak nic w porównaniu do klęsk, którymi straszono na łamach almanachu Moore’a w 1929 r.

05/08

Szkielet w drzewie

Filip Graliński

Zawsze inspirujący — dla maniaków przetrząsania starych gazet — Dr. Beachcombing szuka doniesień o trupach w drzewach.

Proszę bardzo:

oai:jbc.bj.uj.edu.pl:143472

05/07

W gąszczu potocyzmów

Daniel Dzienisiewicz

Z uwagi na fakt, że ostatnio zanurzyliśmy się po uszy w fascynujący świat polszczyzny potocznej, dziś pragniemy uchylić rąbka naszych zmagań z tą materią i zaprezentować mały wycinek z naszych prac. Nie chcemy jednak, aby nasi Czytelnicy byli wykluczeni z aktywnego udziału w tej przedniej zabawie. Poniżej prezentujemy najwcześniej odnalezione przez nas tekstowe poświadczenia wybranych potocyzmów w zasobach naszej wspaniałej Odkrywki. A zatem: cóż znaczą te wyrazy, drodzy Państwo?

05/06

O tajniakach

Filip Graliński

We wpisie na blogu Kompromitacje o książce Wojciecha Orlińskiego Co to są sepulki? Wszystko o Lemie pojawia się kwestia, kiedy w polszczyźnie pojawili się tajniacy. Orliński sądził, że to powojenny twór, ale to nieprawda, słowo to — jak zauważa autor wpisu — pojawia się na przykład Balu w Operze.

Oczywiście to nie Tuwim wymyślił ‘tajniaka’. Posługiwano się tym słowem już od dawna, choć chyba dopiero pod koniec lat 30. zaczęło się ono obficiej pojawiać w druku.

Można zejść poniżej lat 30.:

oai:cyfrowa.chbp.chelm.pl:2152

… a pewnie i niżej, jako że tajniaka odnotowuje Słownik gwary warszawskiej XIX wieku Bronisława Wieczorkiewicza (jak zauważa sam bloger).

Kto da wcześniej (wystąpienie w druku)!?

05/05

Na krzyż: nie tylko vs. nietylko

Daniel Dzienisiewicz

Po pierwszomajowo-popowo-wentzowych wrażeniach wracamy ze starym dobrym Na krzyż z myślą o miłośnikach zagadnień diachroniczno-ortograficznych. Dziś na warsztat bierzemy formy nie tylko oraz nietylko.

05/04

Poszukiwany Walter Y. Wentz

Filip Graliński

Nie podzielam fascynacji Dr. Beachcombinga osobą Waltera Yeelinga Evansa Wentza. (Szczerze mówiąc, nigdy o tym jegomościu nie słyszałem). Evans Wentz (a raczej jego nietypowe nazwisko) ciekawi mnie jako przypadek testowy, gdy tworzy się wyszukiwarkę — dobrze by było, żeby komputer domyślił się, że Walter Wentz and Walter Y Wentz są dobrymi zapytaniami.

https://www.newspapers.com/clip/10722400/the_philadelphia_inquirer/

05/03

Stepując o muzyce pop

Filip Graliński

W dzieciństwie słoń nadepnął mi na ucho, więc nie odróżniam Arvo Pärta od ZZ Top. Na czym polega lepszość pierwszego od drugich, miałem nadzieję dowiedzieć się z książki Grzegorza Piotrowskiego Muzyka popularna. Nasłuchy i namysły. Niestety, nie dowiedziałem się. Jako osobnik estetycznie głuchy zanurzyłem się więc tylko w warstwę metajęzykową książki Piotrowskiego.

[…] określenie pop song pojawiło się w amerykańskiej prasie już w 1926 roku (do końca lat czterdziestych słowa pop w kontekście muzycznym używano w cudzysłowie, w latach pięćdziesiątych funkcjonowało już jako oczywiste). [Grzegorz Piotrowski, Muzyka popularna. Nasłuchy i namysły, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2016, s. 79]

05/02

1 Maja dawniej i dziś

Daniel Dzienisiewicz

Decyzja o obchodzeniu Święta Pracy 1 maja została podjęta przez Drugą Międzynarodówkę w 1889 r., pierwszy raz świętowano zaś rok później, tj. w 1890 r. Minęły lata, Polacy w międzyczasie doświadczyli m.in. początku i końca PRL-u, a święto jak w kalendarzu było, tak pozostało do dziś. Jako że tradycyjnie kraj pogrąża się z tej okazji (oraz z powodu zbliżającego się 3 maja) w nirwanie, także i my entuzjastycznie dajemy się porwać majówkowej atmosferze, która sprawia, że polityczne znaczenie 1 Maja schodzi na dalszy plan.

05/01

Na hulajnodze przez Niemcy i Austrię

Daniel Dzienisiewicz

Środki lokomocji − w tym te nietypowe − nie są nam obce. Warto w tym miejscu przypomnieć znakomite pedespedy, których „wjazd” obwieścił początek 2017 roku na naszym blogu. Znana jest nam również hulajnoga, na której śmigał piszący te słowa, będąc kilkuletnim pędrakiem. Pierwsze hulajnogi miały pojawić się na przemysłowych terenach miejskich Europy i Stanów Zjednoczonych co najmniej sto lat temu, czyli na początku XX w.

Jak jednak wyglądali przodkowie dzisiejszej hulajnogi?

04/30

Selfie z 1940 roku

Filip Graliński

Kontynuujemy nasze redatacje angielszczyzny. W ostatnich latach furorę robi selfie (my w polszczyźnie mamy już swojego przaśnego selfika!), no i każdy chce wiedzieć, kto i kiedy wymyślił to słowo. Najstarsze przytoczenie znane anglistom pochodzi z wypowiedzi niejakiego Nathana Hope’a na pewnym australijskim forum dyskusyjnym (rok 2002). (To, że australijskim, nie zaskakuje — końcówka -ie jest charakterystyczna dla australijskiej odmiany angielskiego). Nathan Hope odżegnuje się od autorstwa tego słowa, twierdzi, że krążyło już wcześniej w ustnym obiegu w jego otoczeniu.

A ja znalazłem dużo wcześniejsze selfie!

https://www.newspapers.com/clip/10608653/harrisburg_telegraph/

OK, oszukuję trochę, nie chodzi tutaj o autoportret, to selfie to słowo utworzone ad hoc, żeby się rymowało z nazwiskiem Wendella Willkiego, kandydata Republikanów w amerykańskich wyborach prezydenckich w 1940 roku.

04/29

„The upper ten thousand” zredatowane

Filip Graliński

Redatujemy też angielski. Na przykład wyrażenie the upper ten thousand (dosłownie górne dziesięć tysięcy), o którym pisze dzisiaj Dr. Beachcombing na swoim blogu. Fraza ta odnosi się do najbogatszej i najbardziej wpływowej warstwy społeczeństwa. Najstarsze brytyjskie przytoczenie, jakie odszukał Dr. Beachcombing, pochodzi z roku 1846. Nam udało się przesunąć to o 2 lata wstecz takim oto amerykańskim fotocytatem:

https://www.newspapers.com/clip/10603945/the_rutland_county_herald/

04/28

Słowo na dziś 2

Filip Graliński

śniadaniówka
oai:mbc.malopolska.pl:67998

04/27

Wino z prądem

Daniel Dzienisiewicz

„Kto chce − niech wierzy” − takim mottem były opatrzone już trzy niewiarygodne wiadomości, o których pisaliśmy na naszym blogu. Dotyczyły one małego proroka z Astropola, sensacyjnego śledzia przyrodnika Henryka Dahla oraz czteroletniego snu pani Mercedes. Przyszła pora na kolejną.

04/26

Bez komentarza 21

Filip Graliński

04/25

Żydzi czy Żydowie?

Daniel Dzienisiewicz

Czytelnicy naszego bloga wiedzą, że współczesne nazwy narodowości nie zawsze występowały w znanej nam dziś postaci. O wariantywności form Koreanie i Koreańczycy już pisaliśmy. Oczywiście Koreanie byli o wiele rzadsi od Koreańczyków, lecz mimo to sporadycznie ujawniali się w dawnych tekstach, co świadczy o ówczesnym braku normy dotyczącej tego onimu. Podobnie ma się kwestia z wyrazem Żydzi.

04/24

Na krzyż: przedsiębierca vs. przedsiębiorca

Daniel Dzienisiewicz

Przeglądając numer „Biesiady Literackiej” z 26 marca 1909 r., natrafiłem na następujący fragment w kąciku poświęconym błędom językowym:

oai:cyfrowa.chbp.chelm.pl:9985

Otóż właśnie: przedsiębierca. Ta ciekawa forma została zarejestrowana m.in. w Słowniku ilustrowanym języka polskiego M. Arcta, w SJPDor, a także w prężnie rozwijającym się NFJP. Wracając jednak do tekstu z „Biesiady Literackiej”: chyba w tamtym czasie utyskiwanie nad niepoprawnością rzeczownika przedsiębiorca miało charakter płaczu nad rozlanym mlekiem. Dlaczego?

04/23

4 oblicza grej(p)fruta

Daniel Dzienisiewicz

Zobaczyłem wczoraj w pewnej restauracji napis grejfrut, który zupełnie zbił mnie z pantałyku − chyba po raz pierwszy spotkałem się z taką formą. Norma mówi bowiem, iż pisze się albo z angielska grapefruit, albo w wersji spolszczonej − grejpfrut. Podobnie w przypadku przymiotników grapefruitowy i grejpfrutowy. Temat ten nie jest zresztą nowy: o owocowo-językowych wątpliwościach pisano m.in. tu i tu.

W ostatnim z wyżej przytoczonych źródeł Pan Literka, pisząc o ortograficznych kolejach losu wyrazu grejpfrut, podaje, iż najpierw pisano go z angielska z łącznikiem (grape-fruit), później bez (grapefruit), a następnie spolszczono ją na grejpfrut. Autor informuje także, iż dopuszczana jest wymowa grejfrut (lecz nie pisownia!) ze względu na trudności związane z artykulacją formy grejpfrut. Mimo to Pan Literka twierdzi, że − w przeciwieństwie do mnie − nieraz widuje w druku formę grejfrut.

Z naszych ustaleń wynika, że rzeczywiście najpierw funkcjonowała pisownia grape-fruit:

04/22

Re-research.pl w służbie hasłownikologii

Daniel Dzienisiewicz

Po pierwsze, chciałbym powiedzieć dzień dobry po dwutygodniowej nieobecności. Po drugie, ważniejsze − pragniemy z wielką przyjemnością poinformować, iż niedawno ukazała się obszerna − zarówno pod względem objętości, jak i głębi zawartych w niej treści − praca pod redakcją Jana Wawrzyńczyka i Piotra Wierzchonia zatytułowana Wokół 300 tysięcy polskich słów. Wstęp do hasłownikologii (Warszawa 2017, BEL Studio). Można ją przeczytać tutaj bez konieczności rejestrowania się na stronie (tradycjonaliści mogą zaopatrzyć się w wersję papierową).

Wokół 300 tysięcy polskich słów. Wstęp do hasłownikologii

Wokół 300 tysięcy polskich słów. Wstęp do hasłownikologii

04/21

Bez komentarza 20

Filip Graliński

04/20

W tej grze wygrał płetwał błękitny

Filip Graliński

niebieski wieloryb
oai:www.biblioteka.czest:018-1934

04/19