.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Zakładu Infolingwistyki i Zakładu Przetwarzania Języka Naturalnego UAM

O wybijaniu się na niepodległość i pewnym Japończyku

Daniel Dzienisiewicz
11/12

Dziś trochę luźnych przemyśleń związanych ze wczorajszym Świętem Niepodległości i… pierwszym Japończykiem w Polsce.

Polacy nie odzyskaliby upragnionej niepodległości, gdyby nie z jednej strony ruchy narodowe, a z drugiej socjalne. Do tych pierwszych zaliczyć należy Ligę Narodową (1893-1928), stanowiącą kontynuatorkę wcześniejszej Ligi Polskiej (1887-1894), w których działały m.in. takie prominentne osobistości, jak Zygmunt Miłkowski, Zygmunt Balicki, Jan Ludwik Popławski czy Roman Dmowski. Z drugiej strony istniała Polska Partia Socjalistyczna (1892-1948; później działająca na emigracji, w kraju była reaktywowana w 1987 r.), głosząca program „wyzwolenia z jarzma kapitalizmu”, a celem jej walki była „niepodległa rzeczpospolita demokratyczna”. Ciężka praca organizacji narodowych oraz klasowych doprowadziła do realizacji zamierzonego celu. Pozostańmy jednak w czasach przedniepodległościowych.

Niektórzy twierdzą, że Polacy ze wszystkich trzech zaborów w zdumiewający sposób potrafili zachować swoją tożsamość i nie dać się wynarodowić dzięki tzw. organizacji bez organizacji. Nie musieli oni specjalnie się ze sobą kontaktować, aby wiedzieć, jaki jest ich nadrzędny cel. Nie należy oczywiście twierdzić, że wszystko działo się samo przez się, bo pomniejszałoby to zasługi wielu społeczników (jeśli by tak było, to nie byłaby potrzebna np. praca u podstaw). Mimo wszystko świadomość wewnętrzna była dość wysoka. Nawiasem pisząc, zapewne taka sama świadomość pozwoliła Żydom przetrwać bez państwa o wiele dłużej.

Ślady tej świadomości polskości zostały odnotowane przez (jeśli wierzyć źródłom) pierwszego Japończyka, który miał postawić stopę na (wtedy nie do końca) polskiej ziemi. W artykule opublikowanym na stronie Ambasady Japonii w Polsce czytamy, że był nim major Yasumasa Fukushima, który przybył do Polski w lutym 1892 r. Nie był to jednak ostateczny cel jego podróży: jechał on bowiem konno z Berlina do Władywostoku (cała wyprawa trwała 488 dni!), a ziemie polskie stanowiły dla niego jedynie przystanek, podczas którego zdobywał informacje dotyczące Rosji.

Znaleźliśmy nawet świadectwo prasowe z tego pobytu:

oai:ebuw.uw.edu.pl:90548

oraz przybycia majora do Japonii:

oai:jbc.bj.uj.edu.pl:28190

Podczas wizyty w Polsce major Fukushima miał wyrecytować wiersz, w którym w piękny sposób nawiązał do pamięci Polaków o ich przeszłości i utraconej Ojczyźnie (źródło: wyżej cytowany dokument ze strony Ambasady Japonii):

Gdym wreszcie znalazł wieś, szarą i posępną
Spytałem, gdzieżem zaszedł i jak zwie się ten kraj.
Litością zdjęty dawnych słuchałem opowieści
O Polsce startej ze wszystkich świata map.

Abstrahując od wszelkich analiz lingwistycznych oraz historycznych, wydaje mi się, że tę pamięć i tęsknotę najlepiej ilustruje wykres dla kultowego już frazemu wybić się na niepodległość, który „wybijał” frekwencyjnie właśnie w najcięższych oraz przełomowych (zob. lata 80.) dla narodu momentach.

Tagi