.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Zakładu Infolingwistyki i Zakładu Przetwarzania Języka Naturalnego UAM

Polowanie na kaczkę dziennikarską

Daniel Dzienisiewicz
01/21

Jako czytelnicy prasy (współczesnej i dawnej) do tzw. kaczek dziennikarskich już przywykliśmy. Musimy wręcz przyznać, że poświęciliśmy im sporo uwagi, ale więcej opowiemy o tym w stosownym czasie.

Mimo to nie zastanawialiśmy się jeszcze na łamach bloga nad pochodzeniem i chronologią wyrażenia kaczka dziennikarska. Z pomocą przyszedł nam jednak Pan Literka, który już napisał coś na ten temat, powołując się na książkę Kalejdoskop językowy autorstwa Witolda Pawła Cienkowskiego — mieliśmy więc jakiś punkt oparcia. Otóż według tego źródła autorem wyrażenia kaczka dziennikarska miał być Holender Cornelissen, który w 1804 r. miał napisał tekst o żarłocznej kaczce-kanibalicy, która bezlitośnie pożarła dziewiętnaście swoich koleżanek. Ponoć okazało się, że żart chwycił i autor nabrał w ten sposób czytelników, przyznając się później do błędu. Pisał o tej historii także wspominany już kiedyś u nas dr Beachcombing oraz Alex z Hoaxes.org. Według ostatniego z przywoływanych opisów Cornelissen był Belgiem, nie Holendrem. Ponadto był botanikiem, członkiem belgijskiej Królewskiej Akademii Nauk. Problem w tym, że nigdy nie udało się odnaleźć owego tekstu z 1804 r. — być może Cornelissen lubił opowiadać tę wymyśloną historyjkę (ale nigdy jej nie spisał) albo może to wymysł Adolphe’a Quételeta (znajomego Cornelissena, skądinąd ważnej osobistości w historii nauki), ostatniego autora, do którego prowadzi łańcuszek cytatów. Uff… pogubiliście się? To w skrócie: opowieść o 20 kaczkach to najprawdopodobniej metametametakaczka dziennikarska.

Jak więc się stało, że kaczkę zaczęto kojarzyć z kłamstwem?

Niektórzy wiążą to zjawisko z historią o nieuczciwym sprzedawcy, który miał dążyć do pokonania konkurencji poprzez zaniżanie ceny kaczek, lecz drobnym druczkiem dopisywał, że obejmuje ona tylko połowę kaczki. Podobno takie skojarzenia obecne były również w kulturze niemieckiej co najmniej od czasów Lutra. W żadnym przypadku nie możemy mieć jednak pewności co do słuszności którejkolwiek z wersji. Pokazują one jednak, że coś było na rzeczy długo przed rzekomym eksperymentem-żartem Conelissena.

No dobrze, tyle o początkach. Wiemy bowiem, że tytułowe wyrażenie zostało spopularyzowane w wielu językach na obszarach od Ameryki po Indie. Nikt jednak chyba nie opisał jego dziejów na naszych ziemiach. Co zatem z Polską?

Otóż w Polsce, odbijając się od Cornelissenowej daty 1804, sformułowanie to pojawiło się przynajmniej 46 lat później, bo w 1850 r. To użycie świadczyło jednak o pewnym odcieniu nowości:

oai:ebuw.uw.edu.pl:37356

Dość szybko kaczka dziennikarska wzbudziła kontrowersje wśród purystów. Może warto byłoby pozostać przy puffie? Chyba jednak nie. A może należałoby puszczać tatara lub bąka?

oai:ebuw.uw.edu.pl:38795

Ciekawe, że powtarzaną dziś historię o dwudziestu kaczkach „powtórzono” po latach milczenia, tym razem powołując się na źródła amerykańskie i czyniąc z niej metaopis:

oai:ebuw.uw.edu.pl:42039

Nawiązując do tytułu, coś ciekawego udało nam się dziś upolować. To jednak nie koniec — zapraszamy wkrótce po więcej „zdobyczy”!

Tagi