.pl .en .de .ru
Interdyscyplinarny blog badawczy pracowników Zakładu Infolingwistyki i Zakładu Przetwarzania Języka Naturalnego UAM

Bajka o tajemniczej żyburze

Daniel Dzienisiewicz
04/06

Co jakiś czas autor niniejszego wpisu przeżywa szok, nie mogąc się nadziwić, iż ktoś nie wie, czym jest żybura. Sam bowiem uznaje żyburę za kultowy wyraz swojego dzieciństwa. Przebrała się miarka: trzeba wszystkich oświecić.

Dawno, dawno temu, gdzieś w Wielkopolsce…

W dzieciństwie chłopiec bardzo lubił oddawać się przeróżnym pracom „ziemnym”. Pewnego razu nawet, przy pomocy szpachelki i zielonej łopatki, wykopał kamień ozdobiony nietuzinkowymi wzorami przypominającymi odciski pancerzy prehistorycznych skorupiaków. Jakkolwiek piękny, kamień nie poddawał się młodym muskułom i niezwykle trudno było wyciągnąć go z twardej ziemi, która od dawna nie zaznała deszczu. Malec trudził się i trudził (niczym czechowowscy chłopi w stawie z miętusem), aż w końcu wpadł na genialny pomysł rozmiękczenia podłoża wodą z blaszanej konewki. Wiedział bowiem nie od byle kogo, bo od starszego o rok kolegi z sąsiedztwa, że nic tak nie wzrusza krnąbrnej gleby jak porządny prysznic. Dzięki starannie przeprowadzonej operacji zraszania, pomysłowy brzdąc uzyskał przepiękną żyburę i wydobył kamień, który do dziś zajmuje w rodzinnym domu poczesne miejsce na półce.

Gdy malec trochę podrósł, dowiedział się, że żybura to także brudna woda w wiadrze po starannie umytej podłodze. Tej żybury wolał jednak instynktownie unikać. Wykopki, prace odkrywkowe − wiadomo, rzecz męska. Ale podłoga? Nie, żybura pochodzenia odpłytkowego bądź odpanelowego odruchowo napawała go wstrętem.

Osiągnąwszy ćwierćwiecze (+1) na tym padole łez, przeczytał w „Gazecie Olsztyńskiej”, że żyburę znaleźć można nawet we wnętrznościach wielbłąda. Inicjalny stan szoku poznawczego nie pozwala mu jednak ustosunkować się do tego typu żybury

oai:jbc.bj.uj.edu.pl:130064

PS. Ostatnio dowiedział się także z SJPDor, że niegdyś żybura oznaczała ‘lichy, metny napój; lurę’.

oai:wbc.poznan.pl:39012

Widocznie tak było, ale my pozostajemy w beztroskich dziecięcych latach, w których nie było miejsca na alkohol. Konkretniej: przy zielonej łopatce, szpachelce i kamieniu!

Tagi